🔫 Historie O Zdradach Małżeńskich
„– Pamiętasz, kiedy ci powiedziałam, że zdradził mnie pierwszy raz, poradziłaś, żebym się tym nie przejmowała. Skoro nie planuje do niej odejść. A jak będzie następna, mam udawać, że nic nie wiem. Tłumaczyłaś, że żona musi być mądra i odpowiedzialna. Trzeba zacisnąć zęby, przetrzymać. Spokój rodziny jest ważniejszy niż męskie skoki w bok”.
Detektywi o zdradach małżeńskich: prawie wszystkie podejrzenia się potwierdzają Doświadczeni detektywi słyszeli podobne historie setki razy. Zleceniodawcy wyznają im, że partner
Kupte knihu Jak zdradzają Polacy (Dariusz Korganowski, Patryk Szulc, Zuzanna Szulc) s 4 % slevou za 196 Kč v ověřeném obchodě. Prolistujte stránky knihy, přečtěte si recenze čtenářů, nechte si doporučit podobnou knihu z nabídky více než 21 miliónů titulů.
48 rb views, 49 likes, 2 loves, 87 comments, 104 shares, Facebook Watch Videos from Party: Artystka krytykuje pierwszego męża i mówi o zdradach! Doda gorzko o małżeństwie z Radosławem Majdanem!
Pierwsza książka o kulisach pracy detektywa. Szokująca opowieść o pracy prywatnego detektywa, który śledzi zdradzających. Zdrada, czyli drugie życie. Każdy o tym słyszał.
Żabson & Kronke Dom. - Afrodzyzjak Kaz Bałagane & Kronke Dom -35 Szpaku - NA ZAWSZE Blacha 2115 - Jolie Jolie Mata - Kryształowa Kula Reto - Fluid Albert
#marylarodowicz#rodowicz#wywiad#plotek📢 Bądź na bieżąco:www.plotek.plFB: https://www.facebook.com/PlotekIG: https://www.instagram.com/plotek.pl/TikTok: http
WPHUB. + 5. oprac. Jakub Zagalski. 09-11-2018 14:27. Miłość i seks po japońsku. "Frustracja i hipokryzja dają o sobie znać każdego dnia". Japończycy od wieków znani byli ze swojego nieprzeciętnego wyuzdania, co wynikało z braku religijnych ograniczeń na życie seksualne. Dziś to społeczeństwo uchodzi za bardzo pruderyjne, jednak
Chrismon (magazine) Christian Music Planet. Clear (magazine) Club Nintendo. Clutch (women's magazine) Comic Art. Comic Blade Masamune. Comic LO. Complex Networks.
YfsZoq. fot. Fotolia Moje przyjaciółki uważają, że jestem kompletnym życiowym cudakiem i nie potrafię się odnaleźć w szarej rzeczywistości. Zupełnie jakbym z księżyca spadła. Ja mam na ten temat odmienne zdanie. Jak większość dziewczyn z mojej klasy poszłam na studia, wyszłam za mąż, urodziłam dwoje dzieci. Rodzice nie byli biedni, ale też nie na tyle bogaci, by nam wiele pomóc. Dorabialiśmy się więc wszystkiego sami i dzięki temu cieszyły nas drobnostki. Te 10 lat szybko minęło Nadal byliśmy młodzi, oboje nadal mieliśmy siły i ochotę robić karierę zawodową, za to w naszym życiu osobistym zaczęło się coś sypać. – Nie czujesz, że stajemy się sobie coraz bardziej obcy? – zapytałam męża któregoś razu, czym wywołałam na jego twarzy bezbrzeżne zdumienie. Stwierdził tylko, że nie ma pojęcia, o co mi chodzi, i że on nadal mnie kocha. Po tych słowach zamiast w usta pocałował mnie w czoło i wrócił do czytania gazety. Gdyby ktoś poprosił mnie o ocenę naszego związku, to na 100 punktów dałabym tylko 60, ze wskazaniem, że zmierza on w chłodne strefy małżeńskiego pożycia. Długo nikt nie mógłby mi zarzucić, że nie starałam się w być atrakcyjna, intrygująca, wesoła. Pewnego dnia doszłam jednak do wniosku, że nie tylko ja mam obowiązek starać się o to, żeby w naszym domu było ciepło, przytulnie i miło. Faceci nie są już głowami rodzin w pierwotnym znaczeniu tego zwrotu. Nie jest tak, że coś im się od nas należy, bo przynoszą do domu pieniądze. Dziś my, kobiety, tak samo jak oni ciężko pracujemy, podobnie jak oni znosimy stresy i wszelkie niepowodzenia zawodowe. Niestety, większość mężczyzn kompletnie to ignoruje, za to nadal oczekuje żon uśmiechniętych i opiekuńczych, które są jednocześnie praczkami, kucharkami i niańkami dzieci, które raczyli im „zrobić”. Kiedy zatem ja przestałam się starać, dom stawał się coraz chłodniejszy, aż w końcu doszło do tego, co nieuniknione. Pewnego dnia moja przyjaciółka zaprosiła mnie na kawę. – Wiesz, jest mi bardzo przykro, ale muszę ci o czymś powiedzieć... – zaczęła niepewnie. – Nosiłam się z tym już tyle czasu i zawsze powtarzałam sobie: „Jeszcze nie dziś” . – W czym problem? – spytałam nieco zniecierpliwiona. – To dla mnie trudniejsze, niż sądziłam, ale w końcu powinnaś to wiedzieć… – plątała się, więc postanowiłam jej pomóc.– Chodzi ci może przypadkiem o to, że mąż mnie zdradza? – Skąd wiesz? – zdumiała Na początku oczywiście nie miałam o niczym pojęcia, więc mieszkający ze mną casanova był przekonany, że jest oszustem idealnym. Może gdybym zwracała na niego większą uwagę, szybciej domyśliłabym się, co w trawie piszczy. Odkryłam to przez przypadek Wiosną zorganizowaliśmy w naszym domu imprezę. Jak za dawnych lat, każda para miała ze sobą przynieść alkohol i coś do zjedzenia. Wyznaczona osoba została także zobowiązana do przygotowania taśmoteki, która nie wykraczałaby przebojami poza lata dziewięćdziesiąte. W trakcie tejże zabawy ktoś zapytał mnie o Grzesia, gdzie się podział. Zaczęłam więc go szukać. Nie było go w salonie na dole, ani w kuchni, ani w łazience. W naszej sypialni też męża nie zastałam, w pokoju gościnnym również. Byłam pewna, że z przyjacielem zaszył się u naszego syna i pokazuje mu najnowszą grę komputerową. Cóż, chłopcy czasem nie wyrastają z marzeń o zostaniu kapitanem Klossem, Supermanem czy agentem 007. Gdy jednak znalazłam się pod drzwiami pokoju synka, nie usłyszałam odgłosów typowej strzelanki, a ciche pojękiwania. Zajrzałam do środka: Grześ obłapiał półnagą koleżankę ze studiów, rozłożoną na biurku naszego dziecka. Gapiłam się na nich chwilę, po czym powiedziałam: „Przepraszam” i zeszłam na dół. Według zaproszonych gości tamten wieczór był jednym z najbardziej z szałowych, które kiedykolwiek u siebie zorganizowaliśmy. Jedynymi osobami, które uważały inaczej, byłam ja, mój mąż i jego kochanka, która szybko się ulotniła. Najwyraźniej mój małżonek oczekiwał, że zrobię mu karczemną awanturę. Tak się jednak nie stało. Kazałam mu się jedynie wynieść z naszej sypialni i poprosiłam, żeby złożył pozew o rozwód. Był zaskoczony, że nawet nie podniosłam głosu, ale potulnie wykonał wszystkie polecenia. Pierwsza rozprawa została wyznaczona dopiero za kilka miesięcy Do tego czasu, jak zdecydowałam, będziemy żyli z Grzegorzem pod jednym dachem i próbowali spokojnie rozwiązać wszystko, co zawiązywaliśmy przez ostatnie dwanaście lat. Moje przyjaciółki uznały, że jestem głupia, że nie wyrzuciłam wiarołomcy i że wtedy w ogóle nie zrobiłam afery. – Przecież mogłaś tę lafiryndę wywlec za ucho z pokoju Maksia i pokazać ją wszystkim gościom! – stwierdziły. – Po co? – wzruszyłam ramionami. – Jak to po co?! Żeby mieć niepodważalny dowód, że drań cię zdradził! Podczas rozwodu byłabyś panią sytuacji! Prawdę mówiąc, kompletnie nie leżało w mojej naturze, by z krzykiem szarpać się z kimś, kogo mój mąż wolał ode mnie. – Obiektywnie rzecz biorąc – zaczęłam im spokojnie tłumaczyć – on ma takie samo prawo do wolności i wyboru jak ja. Wybrał inną. Nie jestem właścicielką swojego męża, a on moim psem, żebym przez to nabyła prawo do obicia go smyczą. – Może także chcesz równo podzielić wasz majątek?! – to była ironia, ale… – Właśnie tak zamierzam zrobić. Żebyście widzieli ich miny – To na pewno stres. Jeszcze ci przejdzie, kobieto – stwierdziła Aneta, a Karolina energicznie jej przytaknęła. Mój mąż, podobnie jak koleżanki, był zdezorientowany moją postawą. – Zawiniłem – przyznał pewnego dnia cierpiętniczym głosem. – Możemy jeszcze spróbować to wszystko naprawić. Powiedz tylko, że tego chcesz… Nie chciałam. Nie miałam zamiaru niczego naprawiać. Po co przedłużać agonię? Mama mi mówiła, jak za jej moich młodych lat chodzili po podwórkach druciarze. Naprawiali garnki, lutując w nich dziury. To starczało na kilka gotowań. Potem w tych samych miejscach co poprzednio znów wypalały się dziury, tym razem o wiele większe. Byłam pewna, że podobnie byłoby z moim małżeństwem. Takiej „dziury” w małżeńskim garnku już niczym nie da się zalepić. Fakt, niektórzy próbują, wmawiają sobie, że warto, że trzeba, dla dobra… Czyjego? Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że mężczyzna, którego jeszcze nie tak dawno nazywałam mężem, już umarł, a zatem powinnam godnie go pochować. Utwierdzał mnie w tym chociażby stan psychiczny jednej z moich znajomych, która rozwodzi się z mężem od czterech lat i przez cały ten czas stale przekonuje wszystkich wokół, że już niedługo puści drania w skarpetkach. Przez te 1460 dni schudła, zbrzydła i zgorzkniała. Na jej twarzy na stałe zagościł zły, jadowity uśmieszek. Ona już nie potrafi myśleć o niczym pozytywnie. Nienawiść ją posiadła całkowicie i ostatecznie. Niegdyś była wspaniałą i wszystkim przyjazną szefową działu. Natomiast teraz, gdy pojawia się w pracy, jej podwładni milkną z lękiem. Ja za to, tak jak sobie postanowiłam, jesienią rozwiodłam się z mężem szybko i bezboleśnie. No, prawie bezboleśnie. Mój niedawny ukochany ubzdurał sobie bowiem, że ponieważ jestem tak naiwna, to odda mi tylko czterdzieści procent naszego majątku. Dobroć niekiedy inni uznają za coś złego, zrozumienie za słabość, brak chęci walki za tchórzostwo. Grzegorz przekonał się jednak, że niewiele ze mną wygra Kiedy zaczął się stawiać, na rozprawie poprosiłam sędziego o krótką przerwę. Na korytarzu pokazałam mu fotkę, jak leży na biurku naszego syna i robi swoje, a pod nim świetnie widać naszą wspólną półnagą koleżankę. Wcale nie byłam taka głupia, jak niektórzy sądzili. Bo tak naprawdę zanim powiedziałam: „Przepraszam”, wyciągnęłam komórkę i z ukrycia pstryknęłam im fotkę. Tak na wszelki wypadek. Na małżeńską stypę zaprosiłam wszystkie przyjaciółki, które były na moim wieczorze panieńskim. W pewnej chwili Aneta nie wytrzymała i spytała mnie wprost, dlaczego to robię. Dlaczego nie szukałam zemsty? Dlaczego jestem taka spokojna i nie widać po mnie złości? Czemu nie rozdzieram szat i myślę tylko o tym, co mnie czeka? Pozostałe koleżanki też jedna przez drugą zaczęły wykrzykiwać, że chcą wiedzieć. Wtedy opowiedziałam im historię, którą kiedyś wyczytałam na kartach pewnej powieści o Dzikim Zachodzie: Mały indiański chłopiec zapytał kiedyś swojego sędziwego dziadka: – Jesteś szczęśliwy? – Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.– Który zwycięży? – dopytywał mały. – Ten, którego codziennie karmię. Czytaj więcej prawdziwych historii:Mój syn ma romans z moją przyjaciółkąCyganka wywróżyła mi 3 małżeństwaPochodził z biednej rodziny, więc kłamał że mnie nie kochaNajpierw chciałam usunąć ciążę, ale wmówiłam mężowi że on jest ojcemWesele mojej córki było koszmarem. Wszystko przez teściową
Gdy w związku brakuje szczerej rozmowy i są tajemnice, to ta po cichu tykająca bomba musi w końcu wybuchnąć! Pora na pierwszą konfrontację i wyłożenie kart na stół. W premierowym odcinku programu „Justyna Żyła. Pierzemy brudy do czysta!” poznamy historię Sylwii i Vjeka. Ona - Polka, on - Chorwat. Dwa gorące temperamenty, w których życiu burza goni burzę. Pora stanąć z problemem twarzą w twarz. Jak to się skończy? Tego dowiemy się już 18 grudnia, o godz. w Active Family, w programie „Justyna Żyła. Pierzemy brudy do czysta!”. Są małżeństwem z 5-letnim stażem. Sylwia Jest skrzypaczką, prawie 28 lat występowała w zespole Mazowsze. Śpiewa, gra na fortepianie i tańczy, a także udziela się aktorsko. Vjeko z wykształcenia jest ekonomistą, ale nie pracuje w zawodzie. Łączy ich gorąca namiętność, z którą wiąże się też intensywna zazdrość. Sylwia wiedziała, że przed nią było wiele kobiet w jego życiu. Gdy Vjeko zdecydował się pójść za głosem serca i zanim na stałe przeprowadził się dla niej do Polski, wyjechał do domu, by pozałatwiać wszystkie sprawy. Podczas tej wizyty, miało dojść do spotkania z byłą miłością. Czy było to tylko niewinne pożegnanie? Czy jednak coś więcej? Czy Vjeko był wierny swojej nowej wybrance? Te myśli towarzyszą jej od początku małżeństwa z Vjeko. Nie dawało jej to spokoju i dlatego zwróciła się do Justyny o pomoc w wyjaśnieniu tej tajemnicy do końca. Chciała, żeby mąż przyznał , co naprawdę wydarzyło się podczas tamtej wizyty w Chorwacji. Nawet jeśli będzie to informacja, której najbardziej się obawia. Nie może już znieść unikania tematu przez Vjeka, awantur z tego powodu i ciągłej niepewności, która spędza jej sen z powiek. Czy mąż zgodzi się na szczerą rozmowę? Czy znów podjęcie przez Sylwię tematu zakończy się awanturą? Czy obecność Justyny i kamer sprawi, że tym razem żona pozna prawdę? Program Justyny Żyły - gdzie oglądać? Premiera programu „Justyna Żyła. Pierzemy brudy do czysta!” już 18 grudnia, o godz. w Active Family!
Małżeńskie skoki w bok Naukowcy zbadali relacje między małżonkami na przestrzeni ostatnich 500 lat. Znaleźli dowody, że zdrady nie były zbytnio rozpowszechnione w społeczeństwie Liczba zdrad małżeńskich oraz potomków z nieprawego łoża znacznie wzrosła w XIX wieku, gdy wybuchła rewolucja przemysłowa Zespół badaczy postanowił sprawdzić, jakie skutki miała niewierność małżeńska na przestrzeni ostatnich 500 lat. Wyniki opublikowane w czasopiśmie "Current Biology" nie pozostawiają złudzeń: do zdrad dochodziło znacznie rzadziej niż dziś. Wszystko zmieniła rewolucja przemysłowa, a skoki w bok stały się w dużej mierze uwarunkowane statusem społecznym. Naukowcy wzięli pod lupę społeczeństwo belgijskie i holenderskie. Przeprowadzili analizy DNA oraz połączyli je z długoterminowymi danymi genealogicznymi. Wyniki odsłoniły pewne niespodzianki. Podczas gdy liczba tak zwanych zdarzeń związanych z ojcostwem poza parą była ogólnie dość niska, to ich częstotliwość różniła się znacznie między ludźmi w zależności od okoliczności. Dowody na skoki w bok pojawiały się znacznie częściej u osób o niższym statusie społeczno-ekonomicznym, którzy mieszkali w gęsto zaludnionych miastach w XIX wieku. Przez większość badanego okresu wskaźnik zdrad utrzymywał się na stałym poziomie 1 na 100. Ale analiza naukowców wykazała skok w XIX wieku, kiedy poziom wzrósł do 6 na 100. Prawdopodobnie ma to związek z tym, że członkowie tych społeczności szukali przygód wśród wyższych warstw społecznych i poszukiwaniu lepszego dawcy DNA, co w rzeczywistości pokrywa się z teorią ewolucji. W dodatku mniejsza anonimowość ze względu na duże zaludnienie zachęcała do skoków w bok. Badania obejmowały okres kilku stuleci, w których nastąpiły zmiany w środowisku społecznym, w tym szybka urbanizacja, która towarzyszyła rewolucji przemysłowej w XIX-wiecznej Europie Zachodniej. Aby oszacować historyczne wskaźniki skoków w bok wśród małżeństw, zidentyfikowano 513 par współczesnych dorosłych mężczyzn mieszkających w Belgii i Holandii, którzy mieli wspólnego przodka ze strony ojca, a zatem powinni mieć ten sam chromosom Y. Dowody nie wykazały istotnych różnic we wskaźnikach między krajami, pomimo kluczowych różnic religijnych. Różniły się one jednak znacznie w zależności od statusu społeczno-ekonomicznego i gęstości zaludnienia. Wskaźnik zdrad był znacznie niższy wśród rolników i bardziej zamożnych rzemieślników i kupców niż wśród robotników i tkaczy niższej klasy. Jeśli więc twoi przodkowie mieszkali w miastach i byli z niższych klas społeczno-ekonomicznych, szanse, że historia rodziny zawiera małżeńskie zdrady jest znacznie wyższa niż gdyby ci przodkowie byli na przykład rolnikami, gdzie dostęp do zdrady był ograniczony ze względu na mniejszą i mniej anonimową społeczność. A jak wyglądają skoki w bok dzisiejszych Polaków? Zobaczycie na poniższej infografice. Zdrady (Newsweek/Onet)
historie o zdradach małżeńskich